Dzisiaj ostatni dzień Roku Pańskiego 2007,ostatni bezsenny wieczór.
Jakby go określić?Miły do łez.Nie był zły,ale i nie zachwycał(tu wychodzi ze mnie typowo polska zgryzota).Pożegnam go jednak godnie,jak przystało na uczczenie tych 360 paru dni,następnie powitam nowe.
Czego mogę sobie życzyć w Nowym Roku?Może więcej czasu na podróże i trochę środków potrzebnych na przeżycie w trasie,może dzięki temu uda mi się pokonać kolejną barierę niepokonalności ==>wyjazd na i więcej niż parę miesięcy.Na razie pozostaje to w sferze marzeń,bo aktualne przeszkody są do pokonania ważniejsze.
Dzisiaj przywitał mnie śnieg za oknem, szkoda,że miał tylko to zrobić.Chlapa powstała...
Szczęśliwego Nowego Roku dla Wszystkich odwiedzających i czasami czytających ;)
pozdrawiam
Michał.
poniedziałek, 31 grudnia 2007
środa, 26 grudnia 2007
Trudno.
"Do którego roku życia wierzyłeś w św.Mikołaja?" pytanie padło niedawno.
Nigdy nie przestałem w niego wierzyć,nigdy.
Pamiętam o innych rzeczach,które dla innych wydają się nierealne,obce.
Trudno nie wierzyć w nic.Trudno tylko wierzyć.
Przed nami coraz więcej słońca.
pozdrawiam,tak optymistycznie raczej tak,
Michał.
Nigdy nie przestałem w niego wierzyć,nigdy.
Pamiętam o innych rzeczach,które dla innych wydają się nierealne,obce.
Trudno nie wierzyć w nic.Trudno tylko wierzyć.
Przed nami coraz więcej słońca.
pozdrawiam,tak optymistycznie raczej tak,
Michał.
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Już.
The power of love
A force from above
Cleaning my soul
Flame on burn desire
Love with tongues of fire
Purge the soul
Make love your goal
Miłości i radości nie tylko przez najbliższe trzy dni lecz przez całe życie życzę.
Michał.
A force from above
Cleaning my soul
Flame on burn desire
Love with tongues of fire
Purge the soul
Make love your goal
Miłości i radości nie tylko przez najbliższe trzy dni lecz przez całe życie życzę.
Michał.
piątek, 21 grudnia 2007
Wigilia.
Wigilia nasza klasowa,jedyna taka na świecie.,jak to Szymon już zdążył zauważyć :
Nie wyszło.Czułem się w pewnym momencie bardzo źle,bo i jak mam składać życzenia moim bliskim z pominięciem dalszych osób?Wstań,ty siedzisz.Wszystkiego najlepszego.
Mimo wspaniałej postawy dzieci radości wciąż myślę o kłopocie sytuacji.
Siedzę i widzę lekko czerwone niebo.Ciepło ludzi potrafi wiele.Z pewnością dzięki temu nie jestem świadkiem ciemności.
Poczułem strefę zapowiadającą koniec,pomimo zeszło nocnego zniesienia granic,powoli się zbliżam.Najśmieszniejsze jest to,że w momencie gdy go osiągnę,będę jeszcze żył w przeświadczeniu,że jeszcze trochę.Zorientuję się po fakcie.
pozdrawiam,
Michał.
PS:Leslie Feist ma na mnie wpływ dzięki swojej melancholii.
"To była jedna z ostatnich wigilii w tym roku kalendarzowym.
To była ostatnia wigilia klasowa w tym roku kalendarzowym.
To była ostatnia wigilia klasowa w tym roku szkolnym.
To była ostatnia wigilia klasowa w liceum.
To była ostatnia wigilia klasowa w naszym życiu."
Nie wyszło.Czułem się w pewnym momencie bardzo źle,bo i jak mam składać życzenia moim bliskim z pominięciem dalszych osób?Wstań,ty siedzisz.Wszystkiego najlepszego.
Mimo wspaniałej postawy dzieci radości wciąż myślę o kłopocie sytuacji.
Siedzę i widzę lekko czerwone niebo.Ciepło ludzi potrafi wiele.Z pewnością dzięki temu nie jestem świadkiem ciemności.
Poczułem strefę zapowiadającą koniec,pomimo zeszło nocnego zniesienia granic,powoli się zbliżam.Najśmieszniejsze jest to,że w momencie gdy go osiągnę,będę jeszcze żył w przeświadczeniu,że jeszcze trochę.Zorientuję się po fakcie.
pozdrawiam,
Michał.
PS:Leslie Feist ma na mnie wpływ dzięki swojej melancholii.
sobota, 15 grudnia 2007
1.
Tak,w końcu...8 grudnia Roku Pańskiego 2007 udało mi wyruszyć w podróż,w taką jak należy,taką jaką sobie założyłem,tutaj,na blogu.
Udało mi się osiągnąć więcej niż zamierzałem...w ogóle jakaś spontaniczna wędrówka zaczęta ni stąd ni zowąd.
Kierunek południe (ostatnimi czasy mój ulubiony,może dlatego,że patrząc właśnie w tę stronę,udaje się zachować dłużej obraz słońca oraz jego ciepła).Pomocne to jest zwłaszcza w zimę.
Droga nie jest nawet kręta,ale i tak ciężko się idzie ze względu na przenikliwe zimno niesione z wiatrem.Doskwierało zwłaszcza po godzinie marszu,gdy zabudowania dawno już schowały się zza pagórkiem okalającym "moją" dolinę.Przede mną nawet "talerza".Ale aby nie sprawiać wrażenia,że udało mi się dotrzeć na jakieś bezkresne pustkowie(jak bardzo bym chciał...) pozwolę sobie nadmienić,że towarzyszyły mi tzw.leśne zwierzęta.
Jakoś tak czasem jest w głowie,że głowa myśli i nie myśli,więc szedłem.
Jakoś tak czasem jest w głowie,że głowa owa nie chce myśleć,więc szedłem.
Nawet nie wiem kiedy to było (nie lubię nosić zegarków z sobą,bo i tak nie posiadłem umiejętności kontrolowania czasu).Gdy znalazłem się jakieś 2 km.od drogi prowadzącej na miejsce pochówku żołnierzy walczących w I wojnie światowej w bitwie pod Łodzią 1914r.Jakoś tak czasem jest w głowie,że głowa w końcu się przebudzi i wskaże kierunek.
Nie miałem świeczki.
Miejscowe zabudowania.
Las.
Ogólna atmosfera późnej jesieni.Spokój.Widziałem dwie dzikie sarny,które specjalnie ubrały się tak,abym widział w nich króliki...ten biały zimowy ogonek.Dopatrywać mógłbym się tu jakiejś nieudowodnionej złośliwości z ich strony.Jednak.
Nie,nie udało mi się wiernie niczego odwzorować dlatego daję sobie w tym momencie spokój.Moja ambicja mi na to nie pozwala.Nie miałem notatek,bo po co?Zbyt krótko.
Piszę coś z tygodniowym opóźnieniem.Wstyd.
Są zdjęcia opisujące to czego nie potrafię opisać.
http://img104.imageshack.us/my.php?image=startzp1.jpg <-- tak,to na wstęp,tak na ogarnięcie tego co się zostawia na krótko.W zamian coś otrzymujemy,na niedługo byśmy się nie przywiązywali http://img504.imageshack.us/my.php?image=lasekbrzozowyhx0.jpg (może dlatego,że brzozy tak postanowiły?).Wspaniałość ziemi-główną sprawczynię podróży http://img220.imageshack.us/my.php?image=wstronpoeczekyx5.jpg , http://img528.imageshack.us/my.php?image=drogaku5.jpg .Następne krótkie odwiedziny u znajomej.Była tu http://img232.imageshack.us/my.php?image=miejsceabytg3.jpg parę miesięcy temu,śpi może teraz gdzieś w tych głębinach.Zieloność nie pozwoli na zapomnienie,szarość tylko da znak,że zima.
A jakbyśmy tak wszystkich poznali http://img229.imageshack.us/my.php?image=unbekannterkriegerbq7.jpg ...ciekawe co by się okazało, kto kim był...http://img528.imageshack.us/my.php?image=muskieterbq8.jpg ... czy po "tamtej" stronie : http://img139.imageshack.us/my.php?image=1100sz4.jpg (szacunek do przeciwnika,podobnie jak szacunek do własnego siebie...rzadko teraz okazywany...) http://img134.imageshack.us/my.php?image=rosyjskamogiahf6.jpg (w oddali prawosławny krzyż ). Cieszę się,że leżą tu,w ojczyźnie wszystkich ojczyzn,stróżami ich drzewa http://img117.imageshack.us/my.php?image=pami2ot6.jpg .
Wyruszałem wczesnym południem,powracałem z zachodem http://img528.imageshack.us/my.php?image=chylisidziedokresucf4.jpg czasami tylko upewniałem się czy nade mną jeszcze dzień http://img260.imageshack.us/my.php?image=chmurypdh5.jpg .
Dystans niewielki,ale czuję (do teraz) uczucie satysfakcji,że udało mi się zmobilizować i przejść te niecałe 20 km.
"poczekajmy proszę na śnieg panie kapitanie,nie chcę oglądać tej szarości..." zatem poczekajmy.Ja za siebie podwójnie.
Pozdrawiam przedponiedziałkowo,
Michał.
Udało mi się osiągnąć więcej niż zamierzałem...w ogóle jakaś spontaniczna wędrówka zaczęta ni stąd ni zowąd.
Kierunek południe (ostatnimi czasy mój ulubiony,może dlatego,że patrząc właśnie w tę stronę,udaje się zachować dłużej obraz słońca oraz jego ciepła).Pomocne to jest zwłaszcza w zimę.
Droga nie jest nawet kręta,ale i tak ciężko się idzie ze względu na przenikliwe zimno niesione z wiatrem.Doskwierało zwłaszcza po godzinie marszu,gdy zabudowania dawno już schowały się zza pagórkiem okalającym "moją" dolinę.Przede mną nawet "talerza".Ale aby nie sprawiać wrażenia,że udało mi się dotrzeć na jakieś bezkresne pustkowie(jak bardzo bym chciał...) pozwolę sobie nadmienić,że towarzyszyły mi tzw.leśne zwierzęta.
Jakoś tak czasem jest w głowie,że głowa myśli i nie myśli,więc szedłem.
Jakoś tak czasem jest w głowie,że głowa owa nie chce myśleć,więc szedłem.
Nawet nie wiem kiedy to było (nie lubię nosić zegarków z sobą,bo i tak nie posiadłem umiejętności kontrolowania czasu).Gdy znalazłem się jakieś 2 km.od drogi prowadzącej na miejsce pochówku żołnierzy walczących w I wojnie światowej w bitwie pod Łodzią 1914r.Jakoś tak czasem jest w głowie,że głowa w końcu się przebudzi i wskaże kierunek.
Nie miałem świeczki.
Miejscowe zabudowania.
Las.
Ogólna atmosfera późnej jesieni.Spokój.Widziałem dwie dzikie sarny,które specjalnie ubrały się tak,abym widział w nich króliki...ten biały zimowy ogonek.Dopatrywać mógłbym się tu jakiejś nieudowodnionej złośliwości z ich strony.Jednak.
Nie,nie udało mi się wiernie niczego odwzorować dlatego daję sobie w tym momencie spokój.Moja ambicja mi na to nie pozwala.Nie miałem notatek,bo po co?Zbyt krótko.
Piszę coś z tygodniowym opóźnieniem.Wstyd.
Są zdjęcia opisujące to czego nie potrafię opisać.
http://img104.imageshack.us/my.php?image=startzp1.jpg <-- tak,to na wstęp,tak na ogarnięcie tego co się zostawia na krótko.W zamian coś otrzymujemy,na niedługo byśmy się nie przywiązywali http://img504.imageshack.us/my.php?image=lasekbrzozowyhx0.jpg (może dlatego,że brzozy tak postanowiły?).Wspaniałość ziemi-główną sprawczynię podróży http://img220.imageshack.us/my.php?image=wstronpoeczekyx5.jpg , http://img528.imageshack.us/my.php?image=drogaku5.jpg .Następne krótkie odwiedziny u znajomej.Była tu http://img232.imageshack.us/my.php?image=miejsceabytg3.jpg parę miesięcy temu,śpi może teraz gdzieś w tych głębinach.Zieloność nie pozwoli na zapomnienie,szarość tylko da znak,że zima.
A jakbyśmy tak wszystkich poznali http://img229.imageshack.us/my.php?image=unbekannterkriegerbq7.jpg ...ciekawe co by się okazało, kto kim był...http://img528.imageshack.us/my.php?image=muskieterbq8.jpg ... czy po "tamtej" stronie : http://img139.imageshack.us/my.php?image=1100sz4.jpg (szacunek do przeciwnika,podobnie jak szacunek do własnego siebie...rzadko teraz okazywany...) http://img134.imageshack.us/my.php?image=rosyjskamogiahf6.jpg (w oddali prawosławny krzyż ). Cieszę się,że leżą tu,w ojczyźnie wszystkich ojczyzn,stróżami ich drzewa http://img117.imageshack.us/my.php?image=pami2ot6.jpg .
Wyruszałem wczesnym południem,powracałem z zachodem http://img528.imageshack.us/my.php?image=chylisidziedokresucf4.jpg czasami tylko upewniałem się czy nade mną jeszcze dzień http://img260.imageshack.us/my.php?image=chmurypdh5.jpg .
Dystans niewielki,ale czuję (do teraz) uczucie satysfakcji,że udało mi się zmobilizować i przejść te niecałe 20 km.
"poczekajmy proszę na śnieg panie kapitanie,nie chcę oglądać tej szarości..." zatem poczekajmy.Ja za siebie podwójnie.
Pozdrawiam przedponiedziałkowo,
Michał.
piątek, 7 grudnia 2007
Przedwymarsz.
Ciepły uśmiech wiosny w grudniowy jesienny dzień jest niedoprzecenienia.Równać się z tym może tylko nocna jazda pociągiem i cztery łapy.Wspaniałość zieleni jest przytłaczająca w stosunku czerni i bieli, niekiedy szarości.
Od dwóch lat próbuję sfotografować pewien widok,który widzę prawie codziennie.Próbuję i nie mogę tego uczynić.Dzisiaj gdzieś przez Lipinami powiedziano mi,że to już nie ten sam krajobraz,wcześniejszy...nie widziałem zmian,coś się chyba z moją orientacją dzieje,czyżby to tak zimna na mnie wpływała?Staram się nie dać otaczającej domowej melancholii i świadomości,że niedługo czeka mnie coś większego(może jakaś podróż podobna do tej zeszłotygodniowej i wcześniejszej...).Lubię zimę,podobnie jak jesień,ale chyba niekoniecznie one darzą mnie sympatią,albo w ten sposób ją właśnie okazują.
Czarna wczoraj słusznie powiedziała "wszystko dzieje się naprawdę"
nie chcę teraz być gdzie indziej-->Widzisz,pamiętam.
Kończę mój kolejny durny wpis,licząc na szybsze wstanie i znalezienie się w lesie (deszcz,błoto i nawiedzeni ludzie).
pozdrawiam,
Michał.
PS:Dziękuję wszystkim odwiedzającym to miejsce oraz za wszystkie komentarze.Postaram się co dzień wchodzić tu,chociaż nie...to zbyt dobijające,co dwa.
Od dwóch lat próbuję sfotografować pewien widok,który widzę prawie codziennie.Próbuję i nie mogę tego uczynić.Dzisiaj gdzieś przez Lipinami powiedziano mi,że to już nie ten sam krajobraz,wcześniejszy...nie widziałem zmian,coś się chyba z moją orientacją dzieje,czyżby to tak zimna na mnie wpływała?Staram się nie dać otaczającej domowej melancholii i świadomości,że niedługo czeka mnie coś większego(może jakaś podróż podobna do tej zeszłotygodniowej i wcześniejszej...).Lubię zimę,podobnie jak jesień,ale chyba niekoniecznie one darzą mnie sympatią,albo w ten sposób ją właśnie okazują.
Czarna wczoraj słusznie powiedziała "wszystko dzieje się naprawdę"
nie chcę teraz być gdzie indziej-->Widzisz,pamiętam.
Kończę mój kolejny durny wpis,licząc na szybsze wstanie i znalezienie się w lesie (deszcz,błoto i nawiedzeni ludzie).
pozdrawiam,
Michał.
PS:Dziękuję wszystkim odwiedzającym to miejsce oraz za wszystkie komentarze.Postaram się co dzień wchodzić tu,chociaż nie...to zbyt dobijające,co dwa.
niedziela, 2 grudnia 2007
O południowym świce.
Kiedyś potrafiłem witać sobotę i niedzielę wcześnie,między 8 a 9 ,rzec można by,że o świcie.Teraz żyję z poczuciem zmarnowania cennego słonecznego czasu na rzecz ciemnych,mało efektownych chwil.Właściwie to żyję w przeświadczeniu,że nic takiego się nie dzieje,świt się trochę przesunął,w stronę południa,a zatem po przebudzeniu witam południowy świt.
Wczoraj próbowałem uświadomić mojego kompana,że czas jest w Niepodległej Republice Brzezin trochę inaczej liczony.Poszło o ostatki.Teoretycznie sobota dla Was była dniem zabaw,dniem ostatków.U nas jest inaczej.W NRB ostatki świętowane są uroczyściej niż np.w Łodzi czy Warszawie.Dzieci przebierają sie za jakieś stworki-potworki i chodzą od drzwi do drzwi wypowiadając słynną frazę: "przyszliśmy tu na ostatki...",w zamian otrzymują (najczęściej,według tradycji pączki oraz faworki) słodkości.Wydawać by się mogło,że ten obyczaj zanika,na szczęście są ludzie,którzy nie dają się masówce oraz temu światu z Chin czy USA.Trzeba trwać.
Święto przypada na po Waszych Trzech Króli.
Dziś nie będę miał okazji wyjść.Zapewne będzie to miało na mnie negatywny wpływ w postaci ogólnego dobicia,choć wmawiać sobie będę (i innym),że robię coś pożytecznego.
Trzeba odwiedzić Rogów.
pozdrawiam,
Michał.
Wczoraj próbowałem uświadomić mojego kompana,że czas jest w Niepodległej Republice Brzezin trochę inaczej liczony.Poszło o ostatki.Teoretycznie sobota dla Was była dniem zabaw,dniem ostatków.U nas jest inaczej.W NRB ostatki świętowane są uroczyściej niż np.w Łodzi czy Warszawie.Dzieci przebierają sie za jakieś stworki-potworki i chodzą od drzwi do drzwi wypowiadając słynną frazę: "przyszliśmy tu na ostatki...",w zamian otrzymują (najczęściej,według tradycji pączki oraz faworki) słodkości.Wydawać by się mogło,że ten obyczaj zanika,na szczęście są ludzie,którzy nie dają się masówce oraz temu światu z Chin czy USA.Trzeba trwać.
Święto przypada na po Waszych Trzech Króli.
Dziś nie będę miał okazji wyjść.Zapewne będzie to miało na mnie negatywny wpływ w postaci ogólnego dobicia,choć wmawiać sobie będę (i innym),że robię coś pożytecznego.
Trzeba odwiedzić Rogów.
pozdrawiam,
Michał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)